Mariusz Witczak

Panie pośle, wybory parlamentarne za pasem i zaczął się koncert życzeń, a właściwie to chyba spełnień. Ludzie czytają, oglądają, słuchają i w zasadzie, to chyba już za bardzo nie wiedza w co mają wierzyć. Taki hurtowy wysyp obietnic z każdej strony sceny politycznej, może zacząć napawać Polaków generalną podejrzliwością, nie uważa Pan?

Zalecam i zachęcam do tego, żeby wnikliwie analizować programy polityczne. Oceniać je pod katem możliwości realizacji. I na pewno te programy, które pokazują, że trzeba będzie w najbliższych miesiącach czy latach wydać miliardy złotych - ponad sto miliardów złotych - na realizację obietnic, są to programy mało realne i na pewno takie powinno się odrzucać.

Beata Szydło proponuje Polakom bezpłatne lekarstwa. PO proponuje bony refundacyjne na leki dla szacunkowej liczby około 3 000 000 Polaków, mogących mieć problemy finansowe z ich nabyciem - niezależnie od wieku. Myśli Pan że to zadziała na wyborców i później - systemowo?

Warto porównywać programy, bo lepiej dyskutuje się wtedy, kiedy mamy jakiś punkt odniesienia. Tym punktem odniesienia mogą być możliwości finansowe państwa, perspektywa czasowa, w której będzie się pewne rzeczy realizowało - no i potem - na końcu, celowość tych rozwiązań. Tak jak znam propozycje Beaty Szydło, to proponuje ona, by chyba powyżej 75 – tego roku życia, takie leki refundować. Tak na marginesie, jest to trochę niespójne, bo PiS zawsze twierdziło, że Polacy maja pracować do śmierci po reformie emerytalnej, czyli do 67 roku, bo tak PiS ocenia możliwości życia Polaków. Jest to oczywiście fałszem, bo Polacy żyją na szczęście coraz dłużej, z czego się bardzo cieszymy. Warto oczywiście pomagać tym starszym, którzy nie maja możliwości finansowych, ale warto jeszcze pomagać ludziom młodym w kłopotach, bo choroba nie wybiera. I tutaj pomoc powinna dotyczyć rożnych sytuacji. Proponujemy coś co nazywa się bonem na leki, dla tych wszystkich, którzy w konkretnych sytuacjach potrzebują pomocy, a nie maja pieniędzy na leki.

W ostatni weekend premier Kopacz dość śmiało wysunęła koncepcje likwidacji składki ZUS i NFZ, które zastąpić ma jednolita stawka podatkowa PIT. Ona zaczynać ma się już od 10 %. Brzmi to tak… niemożliwie.

Oczywiście pani premier, w swoim krótkim wystąpieniu, mogła dotknąć jedynie najważniejszych problemów. Ten program przedstawiliśmy na piśmie, można go całościowo przeczytać. We wszystkich wystąpieniach i na wszystkich spotkaniach z wyborcami program ten rozwijamy.

10 % to jest stawka najniższa, dla tych, którzy zarabiają najmniej. Na pewno nie jest to rewolucja, tylko bardzo racjonalną przebudowa systemu. Polega na tym, że wszystkie płatności, które dzisiaj są rozsiane w różnych miejscach, będą skonsolidowane. Będą złączone do jednej płatności podatkowej. Dzisiaj, gdy płacimy pieniądze na NFZ czyli tzw. składkę zdrowotna, płacimy pieniądze na ubezpieczenie społeczne, czyli na renty, emerytury czyli składkę na ZUS, czy wreszcie płacimy podatek PIT, to te trzy elementy plus najniższe opodatkowanie pitowskie, dają prawie 30 %.

Czyli ci którzy nie zapłacą mniej, to przynajmniej zapłacą wygodniej?

Po pierwsze, uproszczenie jest ogromnym walorem, dlatego, że zawsze na uproszczeniu są oszczędności dla przedsiębiorców. Te stawki będą wyglądały w taki sposób, że ci którzy zarabiają najmniej, zapłacą 10% podatku skonsolidowanego, czyli to będzie i podatek PIT i będzie to opłata na NFZ i składka ZUS-owska. Ci którzy zarabiają więcej, będą proporcjonalnie płacić więcej, ale to w żadnym przypadku nie będzie więcej, niż płaci się dzisiaj. Czyli będzie opłacało się podatnikowi i będzie na końcu prościej.

A propos mniej - więcej, Platforma, ale też PiS, proponują określenie minimalnej stawki godzinowej za prace na poziomie złotych 12. Dużo to czy mało?

To nie bierze się z kapelusza, ponieważ już od dawna ekonomiści wyliczali, że jesteśmy po tej fazie w której w kryzysie musieliśmy mieć elastyczny rynek pracy, żeby nie przybywało nam bezrobotnych. Trzeba było z jednej strony dać możliwości na swobodne zatrudnianie, trochę bardziej elastyczne niż umowa o prace, a z drugiej strony, nie wyznaczać zbyt sztywnych pułapów stawkowych. To by mogło powodować ograniczenia w zatrudnianiu i chęć większej efektywności pracy ze strony tych którzy już pracują. Żeby tych ograniczeń w kryzysie nie robić, ten system był bardziej elastyczny.

Dzisiaj kiedy wychodzimy z kryzysu, kiedy mamy inne realia, warto już stabilizować i płace i rynek pracy, bo to w konsekwencji też się będzie opłacało.

Nawiązując do tych ograniczeń o których Pan tutaj wspomina jako niebezpieczeństwa w całym mechanizmie wynagradzania: pani premier powiedziała, że wprowadzony zostanie jednorodny kontrakt, który zastąpi wszystkie dotychczasowe formy zatrudnienia. Pan się nie boi, że bać się będą przedsiębiorcy? Dziś umowy śmieciowe, nie są może powodem do dumy, ale w pewnych sferach - np.: prac sezonowych, branż, które funkcjonują w krótkich okresach, ale intensywnie - nie da się czasowych rozwiązań zastąpić stałymi umowami. Czy to nie będzie skutkowało zawężeniem przedsiębiorczości?

W ogóle się tego nie obawiam. Ten system, te wszystkie obawy uwzględnia. To o czym teraz mówimy jest związane z tym wątkiem wcześniejszym. Ten bardzo elastyczny rynek pracy, był dobry w kryzysie, żeby nie było bezrobocia, ale dzisiaj kiedy się sytuacja stabilizuje trzeba zadbać o płace pracowników, bo dla gospodarki jest ważne. A wracając do obaw pracodawców - ta skonsolidowana stawka podatkowa - i na ZUS i na NFZ - jest bardzo ściśle powiązana z tym jednolitym kontraktem jako nową formą zatrudnienia. Będzie to polegało na tym, że stawki podatkowe będą niższe, dla tych których mniej zarabiają, a dla tych którzy zarobią najmniej, dużo niższe. Dla tych którzy zarobią średnio czy dobrze - trochę niższe. Wiec będzie opłacało się legalizować prace, bo jak się płaci mniej obciążeń, to opłaca się legalizować prace. Wszyscy zostaną w jakimś sensie „ozusowani” i opodatkowani, czyli rozszerzy się rynek wpłat do portfela na emerytury i renty oraz na opiekę zdrowotna. Po prostu szersza grupa będzie objęta tą płatnością. Ta uproszczona forma to będą też duże oszczędności w prowadzeniu działalności gospodarczej. Nie trzeba będzie mieć skomplikowanej księgowości, nie trzeba będzie mięć fachowców, którzy będą rozdzielali pieniądze na ZUS, NFZ, na podatki. To wszystko będzie prostsze i na pewno będzie zachęcało do tego, żeby ten jednolity kontrakt obejmował wszystkich pracowników. To się pracodawcom będzie opłacało.

Platforma postuluje likwidację, obowiązku finansowania przez pracodawców etatów związkowców. Nie obawia się Pan, że wzburzenie etatowych działaczy, nierzadko wiecznych działaczy, będzie przekute na korzyść konkurencji politycznej? To takie ryzykowne kroki…

To nie są ryzykowne kroki. My jesteśmy już twardymi zwolennikami, żeby nie finansować partii z budżetu państwa i mamy tu czyste sumienie. To nie jest tak, że chcemy ograniczać wydatki na działalność polityczną, czy związkową w sposób niesprawiedliwy, My nie chcemy finansowania partii z budżetu i twardo w ustawach parlamentarnych, jak również w referendum dawaliśmy temu wyraz. Ale nie wyobrażamy sobie takiej sytuacji, że związkowcy - mający usta pełne frazesów o dbałości, wrażliwości na trudny los pracownika - zarabiają po 15 tysięcy złotych (tak jest na przykład, w Kompanii Węglowej), albo korzystają z luksusowego zaplecza na rekreacje. Są to sytuacje, które kompletnie nie idą w parze z funkcja związków zawodowych. Bardzo często mam wrażenie, że ci działacze związkowi, tak kierują swoja działalnością, by te wiecznie etatowe funkcje pełnić. Przecież możemy to oglądać nawet na dole. Są działacze związkowi, którzy, brutalnie mówiąc, niczego wielkiego - w sensie zawodowym, fachowym, merytorycznym, czy gospodarczym - w życiu nie pokazali, a świetnie się mają na tych etatach związkowych. Niestety na to muszą łożyć również przedsiębiorstwa. Najczęściej przedsiębiorstwa państwowe, bo tam się związki mają świetnie, bo świetnie się zorganizowały. I daje jeszcze raz ten przykład Kompanii Węglowej, gdzie jak podawały media podawały, związkowcy potrafią zarabiać nawet 15 tysięcy złotych. To przecież jest coś niesamowitego!

To wyjdźmy teraz btrochę na nasze podwórko. Jak to będzie z ta droga krajowa nr 25 Ostrów- Kalisz- Konin? Opozycyjni politycy twierdzą, że deklaracja o jej przebudowie do standardu drogi ekspresowej, to mrzonki, że tak naprawdę nie wiadomo czy jest to realna inwestycja i gdzie ona jest wpisana. Tych planów było kilka: podstawowe, rezerwowe. Rezerwowych dziś nie ma... Ludzie z tego mało rozumieją.

No właśnie, dlatego mamy dzisiaj sytuacje czystą, ponieważ naszą pracą i determinacją udało nam się tę inwestycje przekwalifikować do inwestycji podstawowej. Ona nie jest rezerwowa, na żadnych załącznikach A, B czy C.

Jest po prostu inwestycja podstawową, która ma być zrealizowana w tej unijnej perspektywie finansowej, czyli w najbliższych latach. Ta perspektywa w sensie finansowym trwa do roku 2020, ale inwestycja, rozliczane środki i prace mogą trwać nawet do roku 2022, a w niektórych wypadkach, nawet 2023,. To jest czas, w którym zaplanowaliśmy tę inwestycję. Będzie ona realizowana z obszaru – powiedziałbym - budżetu polskiego, ponieważ to jest prawie 46 miliardów na przebudowy i modernizacje. Drogę chcemy zbudować po śladzie, który już funkcjonuje, przekwalifikowując ja do standardu ekspresowego, czyli dobudowując kolejne pasy ruchu, robiąc odpowiednie zjazdy. To jest - powiem nieskromnie - ogromy sukces, ponieważ drogi 25 nie było w planach rządowych, nie była objęta priorytetem. Myśmy to wywalczyli. Proszę też zwrócić uwagę - i to też jest apel do radiosłuchaczy - co zrobili w życiu, ci którzy krytykują. Gdy słyszę parlamentarzystów innych partii politycznych, mam wrażenie, że od lat przyglądają się tylko temu rozwojowi cywilizacyjnemu Polski i regionu i niczym się nie wsławili. Niczego nie zrobili.

Dobrze, czyli tak krótko: będzie ta droga czy jej nie będzie?

Ona jest wpisana do programu rządowego! Ten program został uchwalony. Są na nią zabezpieczone środki i ona musi być z tej perspektywie realizowana. To jest konkretny dokument rządowy, który opiera się na zapleczu finansowym i na planach. Ta droga, ponieważ myśmy ją przekwalifikowali determinacją i rzutem na taśmę i nie była planowana w inwestycjach, teraz musi przejść przez pierwszą fazę przejść okres planistyczny. Muszą zostać zbudowane plany. Generalna Dyrekcja ma na to pieniądze i będzie to realizowała. W następnym etapie będzie budowana.

Jest zaplanowana. Jest wpisana na mapę. Jest w dokumentach rządowych.

Podobne chmury sceptycyzmu, jak nad tą droga, rozdmuchiwane są także nad filią Wielkopolskiego Centrum Onkologii w Kaliszu. Pomijam czy to jest kiełbasa wyborcza, czy nie - bo to akurat dla chorych jest istotne najmniej. Dla chorych najważniejsze jest to by, mogli się leczyć, a są to dolegliwości tego typu, że czekać nie można. Czy zatem wyposażona w odpowiednie urządzenia filia zostanie zakontraktowana przez NFZ i czy ruszy?

To rzecz naprawdę bardzo ważna dla subregionu. Chcę przypomnieć, że ten szpital radiologiczny, który wypełnia cześć funkcji w zwalczaniu nowotworów, jest inwestycją, która również nie była jakimś planem odgórnie zapisanym. Jest ona efektem naszej wspólnej determinacją i została w dużym stopniu sfinansowana ze środku budżetu województwa wielkopolskiego. Te inwestycje nie są tanie, więc to był ogromny wysiłek finansowy. I rzeczywiście - nie wszystkie rzeczy udało się zrobić tak jak się planowało, w terminie. Z różnych powodów. Nie było w tym winy wynikającej ze złej woli, a jedynie z rożnych trudności, które opóźniły funkcjonowanie tego szpitala.

No, ale my go mamy. On jest zbudowany. Teraz zbliżamy już do terminu uruchomienia wszystkich najważniejszych funkcji tego szpitala: diagnostyka, radiologia. Został już rozpisany przetarg na drugi akcerelator i on - mam nadzieję że w ciągu 1 miesięcy – będzie zamontowany. Takie otrzymałem informacje od marszałka. Po rozmowach z NFZ jesteśmy przygotowani do kontraktowania usług. Czekaliśmy długo, ale mamy ten szpital. Nikt nam go już nie zabierze.

Ta nowoczesna jednostka będzie funkcjonowała pełną parą w ciągu dwóch - trzech miesięcy. Więc zmierzamy do finału.

To dobra wiadomość, bo tego typu sfery powinny funkcjonować poza polityką, ze względu na swój uniwersalny wymiar.

To słuszna uwaga. Jeszcze raz chcę podkreślić, że pewne rzeczy wynikają z obowiązków samorządu, czy państwa, wobec obywateli. Ta inwestycja jest trochę inwestycją dodatkową. Nie jest to coś, co być musi być w mieście takim jak Kalisz. Są podobne stutysięczniki, które nie maja szpitali onkologicznych i nie są one tam budowane. A tutaj jednak zdecydowaliśmy się, żeby uzupełnić ofertę zdrowotną, tego typu szpitalem. Szpitalem bardzo drogim, bardzo potrzebnym, budowanym - jeszcze raz podkreślę - własnymi środkami.

Na koniec sprawa nie lokalna, nie krajowa i chyba nie do końca europejska nawet, a globalna. Panie pośle, co Pan sadzi o kryzysie uchodźczym, który rozlewa się na Europę? Na razie tylko zachodnią, bo to perspektywicznie tereny atrakcyjniejsze dla imigrantów, ale myślę sobie, że po nasyceniu i po ustaleniach unijnych, goście raczej zapukają także do naszych drzwi.

Nie mamy tutaj bezpośredniego napływu, wynikającego z położenia geograficznego, bo to inne państwa europejskie, są narażone na ten bezpośredni napływ.

My oczywiście jako Polska, możemy wziąć udział w pewnym podziale obowiązków europejskich, ale jak, nieomalże codziennie, twardo pani premier jesteśmy zwolennikami kwot dobrowolnych. Chociaż kwota, to akurat bardzo brzydkie słowo w kontekście tragedii ludzkich, ale tak to się już nazywa w tym słownictwie międzyrządowym, czy międzynarodowym.

W obowiązku weźmiemy udział na tyle, na ile będziemy go w stanie bezpiecznie mądrze i racjonalnie zrealizować.

Na koniec chce powiedzieć, że nie jesteśmy w stanie potraktować Wspólnoty Europejskiej w kategoriach egoistycznych, bo proszę pamiętać że, nie daj Boże, jakiekolwiek, zawirowania na granicach wschodnich, na Białorusi, na Ukrainie, to w Polsce może zjawić się w ciągu kilku dni, bardzo wielu uchodźców, którzy mogą być liczeni nawet w setki tysięcy…

Jak każdy medal, ten też ma dwie strony…

Więc warto zachować się racjonalnie, skoro się tak wiele przez lata z Europy korzysta. Dziś mówiliśmy o drogach, inwestycjach, tego by nie było bez wsparcia europejskiego. W związku z tym nie wolno nam się „wypinać” na Europę. Trzeba wziąć odpowiedzialność. Z drugiej strony, tę odpowiedzialność należy wziąć w takim sposób, który będzie relatywnie odpowiadał naszym możliwościom i nie zakłóci nam życia wewnętrznego. Zrobimy to po prostu mądrze. Tak żeby nikt na tym nie ucierpiał, ale żebyśmy się włączyli w rozwiązanie problemu.

Tym optymistycznym akcentem zakończmy. Co przyniesie przyszłość w tej kwestii, to zobaczymy, bo nie są to rzeczy do końca przewidywalne.

* * *

Parlamentarium - Radio Centrum 106.4 – 21 września - gość: poseł Mariusz Witczak / Platforma Obywatelska, nr 1 na liście wyborczej tej partii w nadchodzących wyborach parlamentarnych – prowadzenie: Piotr Krysiak