Mariusz Witczak

Nieco ponad tydzień temu premier Donald Tusk zapowiedział, że rząd rozpoczyna walkę z tzw. „umowami śmieciowymi”. Jeszcze w tym roku mają zostać "oskładkowane" umowy zlecenia. Czy to wystarczy?

Jest taki obszar zawieranych umów zleceń z pracownikami, który wydaje się niezbędny do oskładkowania, ponieważ jest on nadużywany. Ten system, unikania płacenia składek ZUS polega na tym, że pierwsza umowa jest oskładkowana – i ona opiewa zazwyczaj na niską kwotę. Tymczasem kolejne, zawierane często z tym samym pracodawcą, mogą być na bardzo wysokie kwoty, bywają często też po prostu zamiennikiem normalnej umowy o pracę. Osoby pracująca na podstawie takich umów, zarabiając nawet całkiem nieźle, zostają bez składek emerytalnych. W związku z tym sposobem naprawienia tej sytuacji będzie uśrednienie kwoty wszystkich umów - nie będzie więc zasady że tylko pierwsza podlega oskładkowaniu.

Czyli tym, którzy zamierzają kombinować będzie znacznie trudniej?

Będą to umowy uśrednione, a podstawą do obliczenia składki będzie minimalna płaca za pracę. Tak jest też w przypadku samo zatrudnionych. Ci, którzy prowadzą własną działalność gospodarczą płacą składki ZUS liczone od minimalnej stawki.

Z tzw. „umowami śmieciowymi” bywa różnie. Niektóre z nich rzeczywiście mogą być tak negatywnie określane, bo faktycznie są sposobem na uciekanie od płacenia składek zusowskich, albo są wykorzystywaniem pracownika. Część umów cywilnoprawnych niesłusznie jest jednak określanych tym samym mianem, ponieważ są to często dodatkowe prace, jak też umowy o dzieło czyli związane z wykonaniem jednego, konkretnego zadania. Szacuje się że w Polsce tych klasycznych umów śmieciowych, czyli tego sposobu na omijanie ZUS-u jest pomiędzy 500 000 a 600 000.

Jaki ma być efekt ostateczny? I kiedy możemy się go spodziewać?

Zmiany będą wprowadzone już w tym roku. To jest pierwszy krok porządkowania tych kwestii. Trzeba też pamiętać o tym, że do tematu należy podejść racjonalnie, ponieważ cały czas borykamy się z bezrobociem i musimy dbać o elastyczne formy zatrudniania. One bowiem - co pokazują doświadczenia innych państw - pozwalają efektywnie walczyć z bezrobociem. W związku z tym, te propozycje wydają się być rozwiązaniami umiarkowanymi i mądrymi.

Kolejna zapowiedź dotyczy darmowych podręczników dla pierwszoklasistów. Już we wrześniu 2014 roku pierwszoklasiści będą korzystać z fundowanego przez państwo podręcznika. Teoretycznie więc rodzice będą musieli kupić tylko zeszyty i szkolne przybory. Uda się to zrobić?

Uda się na pewno. To jest bardzo dobre rozwiązanie, ponieważ obowiązek szkolny, który będzie już o tym w tym roku rozpoczynał się dla sześciolatków, to są dodatkowe wyzwania dla rodzin. Jest to także krótszy czas na przygotowanie się do wydatków związanych ze szkołą. Druga sprawa jest taka, że dziś wydawnictwa prześcigają się w bardzo atrakcyjnych formach, ale niestety, te kolorowe i nowoczesne zestawy podręczników są coraz droższe.

Wiele podręczników - nie tylko dla młodszych dzieci - służy dziś się również jako zeszyty ćwiczeń. Są to książki w których się pisze, rysuje. Takiej książki nie można już przekazać młodszemu rodzeństwu czy kolegom.

Dlatego wprowadzimy tak zwany podręcznik państwowy, który będzie własnością szkoły. Oczywiście część książek ulegnie zniszczeniu, ale te, które przetrwają rok szkolny w dobrym stanie, a będzie ich z pewnością większość – będą służyły kolejnym rocznikom uczniów. Dziś zestaw podręczników dla pierwszoklasisty kosztuje kilkaset złotych. Myślę, że będzie to duża ulga dla polskich rodzin - taki właśnie państwowy podręcznik, który merytoryczna zawartością nie będzie się różnił od tych obecnych.

Teraz pierwszaki, a w 2015 roku darmowy podręcznik dostaną również uczniowie klas drugich. Co z pozostałymi uczniami?

Można się spodziewać, że niebawem pojawią się e-booki, książki elektroniczne. Będzie bowiem coraz szerszy dostęp do cyfrowego przekazywania informacji.

...ale co z nośnikami - czy e-booki będą własnością szkoły czy też rodzice będą musieli dokonać takiego zakupu?

Oczywiście takiego obowiązku nie może być. Nie można nakazywać rodzicom kupowania nośników elektronicznych, bo to byłoby bardzo duży wydatek . Mamy takie plany, aby wyposażyć uczniów w tablety. Dziś już mamy bardzo dobre sale informatyczne w szkołach. Kolejnym krokiem powinny być właśnie tablety. Na razie trudno powiedzieć kiedy uda się to zrealizować, bo to są jednak duże wydatki. Mieliśmy ambicję, żeby już jakiś czas temu powszechnie funkcjonował w szkołach. Niestety zderzyliśmy się z kryzysem gospodarczym. Myślę jednak, że to jest temat, który nas nie ominie.

Kolejna zapowiedź - W tym roku rząd postara się także skrócić kolejki do lekarzy. W jaki sposób? To w ogóle możliwe?

To jest sprawa najbardziej skomplikowana i do pilnej dyskusji, ale też do zrealizowania w najbliższych miesiącach. Premier zobowiązał ministra do przygotowania planu rozwiązanie tego problemu. Na pewno nie uda się tego zrobić w ciągu kilku miesięcy, aby efekty były konkretne i trwałe.

Czyli nie możemy powiedzieć, że od września - tak jak będą darmowe podręczniki, tak samo nie będzie kolejek do lekarzy?

To jest kwestia bardzo złożona. Nie uda się tego szybko zrealizować, ale trzeba już teraz się przygotowywać, żeby za kilka miesięcy były pierwsze odczuwalne efekty. Jednym z powodów kolejek do specjalistów jest ten finansowy. Gdyby nie było limitów, gdybyśmy byli bardzo bogatym państwem, albo gdybyśmy podnieśli wydatki na ubezpieczenie zdrowotne - czyli obciążylibyśmy obywateli - to wtedy oczywiście, bardzo prosto można rozładować te kolejki. Wtedy nie będzie żadnych limitów, żadnych ograniczeń. Ale byłyby to bardzo duże koszty, bardzo dotkliwe i oczywiście tego żaden mądry rząd nie zrobi. Szukamy tutaj racjonalniejszych rozwiązań. Dzisiaj na przykład nikt nie monitoruje kolejek do różnych specjalistów. Okazuje się często, że pacjent zapisuje się do dwóch, trzech i paradoksalnie - chcąc sobie skrócić kolejkę - on ją wydłuża. Jedną z ważnych rzeczy, które trzeba będzie zrobić to zracjonalizowanie sieci szpitali. Dzisiaj mamy wiele szpitali powiatowych, które są oddalone od siebie o 15 czy 20 km. Bywa tak, że dla mieszkańców powiatu X jest czasami bliżej do szpitala w powiecie Y. Te szpitale mają takie same oddziały, taki sam zakres usług. Warto by było - skoro są tak blisko zlokalizowane i dostępność do nich jest wygodne dla pacjentów z różnych powiatów - specjalizować te placówki. Jest to bardzo trudne zadanie ponieważ dzisiaj starostowie są organami założycielskimi tych szpitali. Ktoś to będzie musiał skoordynować – moim zdaniem taką funkcję koordynatorską warto by było oddać marszałkom województwa. Oni obecnie mają swoje szpitale wojewódzkie. Mają też ogląd sytuacji w regionie. Uważam, że jeżeli szpitale są tak blisko zlokalizowane - powinny podzielić się funkcjami i wtedy jest szansa na większą specjalizację tych placówek. Przy okazji chciałbym zaznaczyć, że jeszcze w tym roku będziemy chcieli uporać się z kolejkami do onkologów. To jest najbardziej palący problem i najbardziej dramatyczne sytuacje.

Mówi się, że mają zostać zniesione limity do onkologów.

Tutaj będziemy skłonni - bo to teraz jest to liczone i analizowane – wydawać znacznie więcej pieniędzy niż dotychczas. Być może będzie się to nawet odbywało kosztem innych kwestii w budżecie państwa. Są to sprawy bardzo istotne, bezpośrednio związane z ratowaniem życia.

Budżet państwa to udźwignie?

Tak, bo jesteśmy doświadczonym państwem jeżeli chodzi o pilnowanie finansów publicznych. Nie doprowadziliśmy do takich problemów jak inne państwa w Unii Europejskiej. Jesteśmy w wymaganych reżimach finansowych dosyć bezpiecznie zorganizowani.

Kiedy ta ostatnia zmiana może nastąpić?

Najpierw czekamy na opracowanie ministra zdrowia i rozprawienie się z tymi problemami. Wiem, że oponenci powiedzą, iż było wiele lat naszych rządów i wiele czasu na to, aby to zrobić. Jednak niektóre problemy bywają bardziej skomplikowane niż dobra wola rządzących. Postulowałbym tutaj o cierpliwość i wyrozumiałość wszystkich, dlatego że jeżeli wszyscy się zgadzamy, że dawno pewne rzeczy mogły być zrobione, to znaczy że trzeba je zrobić jak najszybciej.

Kolejna sprawa - rząd chce pomóc rodzinom wielodzietnym tak, by do programu Karta Dużej Rodziny, zapewniającego takim rodzinom różne ulgi, włączały się także podmioty prywatne, np. sieci handlowe.

Już teraz w niektórych samorządach taka współpraca organizacji samorządowych, gospodarczych czy handlowych przynosi dobre efekty. Z Kartą Dużej Rodziny jest tak, że trzeba będzie stworzyć trochę towarzyszących mechanizmów prawnych, które pozwolą na łatwiejsze darowizny, na odpisy podatkowe, zachęcające do inwestowania w te dziedziny życia. Poczekajmy jeszcze jeżeli chodzi o szczegóły, Już dzisiaj mogę powiedzieć, że te propozycje rządowe są niczym innym jak inwestowaniem w polskie rodziny.

Czy dzięki tym rozwiązaniom i mechanizmom możemy liczyć na to że dzieci w Polsce będzie więcej? Czy te programy będą na tyle atrakcyjne, aby rodziny decydowały się na większą liczbę dzieci?

Jest już bardzo wiele dziedzin życia zreformowanych w tym kierunku. Mamy najdłuższe w Europie urlopy rodzicielskie...

...ale dzieci nam nie przybywa.

No bo tego się niestety, nie daje zrobić z dnia na dzień. Trzeba trochę czasu. Aby za ileś lat można było powiedzieć że jest większa dzietność w Polsce, to wtedy trzeba będzie spojrzeć wstecz - jakie były mechanizmy, które zachęcały: cały program żłobkowy, program wsparcia finansowego dla rodzin. To są naprawdę rzeczy, co do których jestem przekonany, że przyniosą w przyszłości pozytywne efekty. Karta Dużej Rodziny ma działać na zasadzie takiego otwartego źródła, do którego będzie można dopisywać różne punkty z których taka rodzina będzie mogła korzystać. Czy to tańsze bilety do teatrów, kin, tańsze środki komunikacji albo inne ulgi. W zależności od propozycji państwowych i samorządowych, będą to bony, z których będzie mogła w przyszłości korzystać każda uprawniona rodzina.

Panie pośle, spójrzmy na lokalną scenę polityczną – według deklaracji kaliskiego radnego Prawa i Sprawiedliwości, Andrzeja Plichty – PiS gotowy jest podjąć koalicyjną współpracę z każdą siłą polityczną – również z Platformą Obywatelską. Jest pan zaskoczony?

Myślę że to jest coś, co dobrze świadczy o tym radnym. Wykazuje otwartość i nie jest zacięty, zajadły. To jest coś pozytywnego. Ja takie deklaracje, na poziomie samorządu - obojętnie z jakiej strony by nie płynęły - przyjmuję zawsze pozytywnie. Diabeł może tkwić w szczegółach. Trzeba tu zobaczyć jak zachowuje się klub radnych Prawa i Sprawiedliwości w obecnej kadencji. Czy rzeczywiście jest taki otwarty, pomaga, jest wyrozumiały - czy też zawsze głosuje przeciwko. To już polecam do sprawdzenia wyborcom. Czy te deklaracje to jest jakaś taktyka polityczna, czy są to szczere intencje? My, jako Platforma Obywatelska, w kaliskim samorządzie mamy bardzo sprawdzonego partnera - też obywatelskiego. A właściwie dwóch partnerów, z którymi tworzymy koalicję: stowarzyszenia Samorządny Kalisz i Wszystko dla Kalisza. Dla nas jest to partnerstwo obywatelskie - wolne od partyjnych ideologii lokalne inicjatywy obywatelskie. My z kolei jesteśmy partią obywatelską, która dosyć łatwo się porozumiewa z tego typu inicjatywami lokalnymi. Z innymi partiami bywa gorzej. One mają swoje programy, są bardziej zideologizowane - chociaż samorząd powinien być wolny od takich doraźnych bijatyk politycznych, które możemy obserwować w Warszawie.

Czyli PO to popiera i wyciąga rękę lokalnie? Pytam o to w kontekście Aglomeracji Kalisko-Ostrowskiej i współpracy koniecznej do zabiegania o zintegrowany Inwestycje Terytorialne.

Jest możliwa taka zgoda ponad podziałami politycznymi, terytorialnymi i zaszłościami historycznymi - dla dobra i budowy przyjaznego mieszkańcom Duopolis?

Chodzi o porozumienie polityczna czy samorządowe?

Polityczne, samorządowe, a nawet wręcz międzysamorządowe – bo również pomiędzy obydwoma samorządami: kaliskim i ostrowskim. Tak, aby tarcia polityczne nie zniweczyły możliwości współpracy. Mieliśmy niestety przykłady różnych wypowiedzi, które wsypywały piasek do tego czułego mechanizmu współpracy aglomeracyjnej.

Konflikty przebiegają na różnych poziomach. Ja nie zawsze te konflikty identyfikuję na poziomach partyjnych. Natomiast jeśli chodzi i Zintegrowane Inwestycje Terytorialne, to trzeba pamiętać że są to bardzo ważne rozstrzygnięcia polityczne, ale też samorządowe, które lokują Kalisz wraz z Ostrowem Wielkopolskim w pierwszej lidze miast, które będą mogły korzystać dużych środków unijnych. My jako Kalisz i kaliszanie wywalczyliśmy, że obok Poznania jesteśmy jedynym ośrodkiem w Wielkopolsce, który będzie z tych programów unijnych korzystał. Powiem brutalnie - czy się po partiom opozycyjnym będzie podobało czy nie - to będziemy robili swoje. To są bardzo pożyteczne rozwiązania dla naszego miasta, dla naszego subregionu. To będą bardzo duże pieniądze, którymi będziemy bardziej suwerennie zarządzać, bardziej samodzielnie - tutaj, na terenie aglomeracji kalisko – ostrowskiej.

(Radio Centrum 106.4 - Parlamentarium – 21. stycznia 2014 – Gość: poseł Platformy Obywatelskiej Mariusz Witczak - Prowadzenie: Małgorzata Sudoł)