Mariusz Chlebowski

Jak to jest – odszedł Pan z Twojego Ruchu czy został wyrzucony?

To jest złożony temat – nie mogę w tej chwili odpowiedzieć jednoznacznie. Nosiłem się z zamiarem opuszczenia struktur już w połowie tego roku, a w momencie kiedy jak gdyby poinformowałem struktury, że nadchodzi koniec mojej egzystencji w Ruchu jeżeli nie dojdzie do pewnych zmian to będę musiał odejść – i to wówczas wytoczono przeciwko mnie ciężkie działa...

Jakie to były zarzuty?

To był zarzuty pomówień, członków ugrupowania, fałszywe oskarżenia itd. Na podstawie tych pomówień sąd koleżeński w Warszawie wydał orzeczenie, w którym poinformował mnie, że usuwa mnie z szeregów partii. Oczywiście to orzeczenie było pierwszej instancji, potem druga instancja – od której się odwołałem...

A decyzja jeszcze nie zapadła?

Ona powinna zapaść już 9 grudnia zgodnie ze statutem partii. Do dnia dzisiejszego orzeczenia nie dostałem.

Dlaczego w ogóle planował pan odejście z partii? Coś było nie tak w Ruchu albo z Ruchem?

Tutaj trzeba by się zagłębić w temat i wrócić 2 lata wstecz, ponieważ problemem Twojego Ruchu czy wcześniej Ruchu Palikota jest przypadkowość osób, które się w nim znalazły przed wyborami parlamentarnymi.

Skąd ta przypadkowość? Przyjmowani byli wszyscy chętni?

Rzeczywiście tak to wyglądało. Janusz Palikot budując swoje ugrupowanie, wykonał tytaniczną pracę, która spowodowała, że odniósł sukces wyborczy. Jako jedyny człowiek, który opuszcza swoją partię, zakłada coś nowego – i odnosi sukces. Bo 10% poparcie jest niewątpliwym sukcesem w takim przypadku. Natomiast sukces był okupiony skutkami, które mamy dziś. W tamtym czasie zostały zarzucone – powiem kolokwialnie – sieci, w które łapani byli wszyscy chętni, aby znaleźć się na listach wyborczych. Nie było brane pod uwagę przygotowanie tych osób – tylko jeśli była osoba chętna, dostawała miejsce na liście. Efektem tego jest, że wszyscy, no praktycznie wszyscy, bo jakieś 99% posłów Ruchu Palikota, którzy dostali się do parlamentu – jest to zasługą Janusza Palikota. Są to osoby nieznane. Nie był znane – i w znakomitej większości - do tej pory nie są znane w swoich okręgach.

Pana zdaniem – nie nadają się do pełnienia tej funkcji?

Myślę, że tak. To po pierwsze, a po drugie przerosło ich w tej chwili to, co się dzieje. Wypełnianie mandatu posła niektóre osoby przerosło. Wiem, że niektórzy posłowie, którzy byli znani przez moich kolegów wcześniej – jeszcze przed wyborami, byli podobno całkiem fajnymi ludźmi. Natomiast po wyborach wiele się zmieniło...

Wróćmy jednak z Warszawy do Kalisza – pojawiają się bowiem głosy, że to Pan był przyczyną słabości kaliskiego klubu partii – członkowie rezygnowali...?

W tej chwili te głosy pojawiają się, ponieważ głosi je wszem i wobec poseł Kłosowski, który swoim zachowaniem, swoimi słowami i poczynaniami – jak gdyby teraz obarcza mnie. To jest zupełnie niezgodne z prawdą, ponieważ ja - od początku funkcjonowania w tej partii - kierowałem się zasadą „stop obłudzie”. Było to dla mnie najważniejsze hasło, którym powinniśmy się wspierać. Niestety, po wyborach parlamentarnych, w styczniu 2012 roku doszło już do pierwszych nieporozumień pomiędzy mną a posłem Kłosowskim. Nasza interpretacja tego hasła była odmienna. Przez te 2 lata nie mogliśmy wypracować jakiegoś wspólnego mianownika. Nie udało się.

Nie zamierza pan jednak znikać z lokalnej sceny politycznej. Był Pan już w kilku partiach – proszę przypomnieć gdzie Pan działał?

To nadinterpretacja - nie byłem w kilku partiach. Byłem wiceprzewodniczącym Socjaldemokracji Polskiej – SdPl Marka Borowskiego. I to była jedyna partia, w której byłem wcześniej. Natomiast pomiędzy SdPl a Twoim Ruchem byłem wiceprzewodniczącym Kaliskiej Inicjatywy Obywatelskiej – to stowarzyszenie lokalne.

Dlaczego nie zagrzał Pan tam miejsca?

Jeśli chodzi o SdPl to wiemy jak skończyło. To jest w tej chwili partia kanapowa. Struktury się rozsypały - w Kaliszu również. Jeśli chodzi o stowarzyszenie – dlaczego tam nie zagrzałem miejsca? Dlatego, że zostałem wybrany na przewodniczącego Ruchu Palikota w Kaliszu. Uważałem, że nie będzie zbyt fortunnym posunięciem, jeżeli będę łączył te dwie funkcje i te dwie instytucje. Dlatego skupiłem się na pracy w Ruchu Palikota, opuszczając Kaliską Inicjatywę Obywatelską.

I co teraz? Zapowiadał pan utworzenie nowego stowarzyszenia o politycznych ambicjach – może coś więcej na jego temat?

Żyjemy w takich czasach, że zbyt wczesne informowanie o szczegółach niekoniecznie dobrze wróży...

No, ale jeśli zamierzacie Państwo zdobywać jakieś poparcie, to coś potencjalnym wyborcom trzeba by powiedzieć. Z czym to się będzie jadło?

To, co na tę chwilę mogę powiedzieć, to że nasze stowarzyszenie nie będzie powielało stereotypów, które już mamy w Kaliszu i nie będzie kopiowało tych stowarzyszeń, które już tu działają. Będzie na pewno inne.

A co będzie w nim innego?

Tego nie mogę w tej chwili powiedzieć. Na pewno Państwa poinformuję w odpowiednim momencie.

Kiedy ten odpowiedni moment nadejdzie?

Myślę, że będzie to styczeń 2014 roku – w momencie, kiedy zostanie zarejestrowane stowarzyszenie w sądzie.

Jaka będzie nosiło nazwę?

Tym bardziej nie mogę mówić tu o nazwie. Chociażby dlatego, że nie mamy jeszcze wykupionej domeny z nazwą stowarzyszenia. A wiadomo z czym to by się wiązało, gdybym dziś zdradził nazwę ugrupowania.

Na co w takim razie liczy Pan w nadchodzących wyborach samorządowych a może parlamentarnych? Na mandat radnego? Na mandat poselski? Jakie są Pana osobiste ambicje polityczne?

Moje osobiste ambicje polityczne to można równie na to spojrzeć – na tym etapie, na jakim obecnie jesteśmy, mandat poselski nie wchodzi w rachubę. Stowarzyszenie, siłą rzeczy, pomimo że będzie działało na terenie Wielkopolski, nie będzie miało przełożenia w drodze do parlamentu. Najważniejszym celem moim i kolegów z Leszna, z Gostynia, bo te kluby odeszły razem ze mną z partii, zostały tam szczątkowe ilości członków...

Ile osób odeszło wraz z Panem?

Miałem w posiadaniu 53 deklaracje członkowskie, z tego jedna osoba zadeklarowała chęć pozostania w strukturach. W Lesznie jest około 20 osób, w Gostyniu około 10. To spora liczba.

Na razie szykujemy się na uruchomienie stowarzyszenia. To jest dla mnie priorytet w tej chwili. W momencie kiedy wystartujemy ze stowarzyszeniem i zobaczymy, że to co chcemy zaproponować społeczeństwu będzie odebrane pozytywnie...

Zapytam inaczej – nie możemy mówić o nazwie, o głównych celach czy nurtach – proszę zatem powiedzieć czy będzie Pan krytykował, czy też wskazywał rozwiązania?

Raczej będę wskazywał rozwiązania, ale uważam, że krytyka też jest potrzebna.

Ale konstruktywna?

Tak, konstruktywna, jak najbardziej.

Z sugerowanymi rozwiązaniami?

Tak, z sugerowanymi rozwiązaniami. Wracając do samego stowarzyszenia, mogę powiedzieć, że będzie to na pewno rewolucyjne stowarzyszenie na skalę Kalisza i województwa. Ale przyjdzie moment – będziemy mówić o szczegółach. Po to wymyślono czas, aby nie robić wszystkiego jednocześnie. Koło stycznia będziemy informowali państwa.

Czyli musimy uzbroić się w cierpliwość. Czy nie boi się Pan jednak, że liczba zapowiadanych stowarzyszeń politycznych które mają powstać w Kaliszu spowoduje, że szanse na władzę w efekcie rozdrobnienia będą niewielkie albo nawet żadne?

Moje działanie polityczne, nawet tutaj na scenie lokalnej nie było nigdy bezwarunkowo ukierunkowane na osiągnięcie mandatu posła czy radnego...

Ale żeby działać skutecznie to jednak trzeba mieć władzę – czyli konkretne narzędzia.

Oczywiście i będziemy do tego dążyć. Natomiast uważam, że konstruktywna opozycja również może pracować na rzecz lokalnej społeczności.

Opozycja ma jednak nikłe możliwości - prócz tego, że krytykuje i wytyka błędy.

Oczywiście, dlatego powiedziałem, że w tej chwili wyjdziemy do społeczeństwa z propozycją. Powiemy co chcemy zrobić, jaki mamy plan i jak chcemy to realizować. Jeżeli sondaże, które na pewno będą przeprowadzane, że społeczeństwo nas pozytywnie odbiera, wówczas na pewno będziemy szli w tym kierunku, aby zdobyć mandaty w radzie miejskiej.

Te kilka miesięcy przed wyborami wystarczy, aby przekonać ludzi, zdobyć takie poparcie, aby to nowe stowarzyszenie rzeczywiście zyskało na znaczeniu?

Myślę, że tak. Wystarczy. Jeżeli zaangażują się w to osoby, które chcą pracować, które nie są nastawione na własna korzyść, na realizowanie prywatnych zamierzeń, będą chciały pracować dla społeczeństwa – to pokażemy się społeczeństwu z najlepszej strony i zostaniemy docenieni. I w rezultacie osiągniemy ten wspomniany wcześniej sukces wyborczy w postaci mandatów czy w województwie – w sejmiku czy w radach miast.

Czuje się Pan dyskryminowany przez media?

Nie, nie. Są media, które rzetelnie wykonują swoją pracę, ale też - jak to mówią - każdy obszar ma swojego brukowca. U nas też jest taki brukowiec, który nieobiektywnie ocenia moją osobę, ale to jest sporadyczny przypadek.

Pytanie z innej beczki - czy jest Pan ateistą?

Tak.

Od zawsze?

Nie.

Jakie warunki trzeba spełnić aby działać politycznie razem z Mariuszem Chlebowskim? W co trzeba wierzyć?

Powiem tak – trzeba wierzyć generalnie w to, że chce się robić coś dobrego dla innych ludzi. Podejrzewam do czego Pani zmierza tym pytaniem… W naszym stowarzyszeniu nie będzie czegoś takiego, że jeśli ktoś jest wierzący lub niewierzący to będzie tu jakaś segregacja. Nie. Jeżeli jest wartościowym człowiekiem – zapraszamy serdecznie i będziemy budować wspólnie. Natomiast my chcemy się kierować w tej chwili tylko i wyłącznie Konstytucją – to jest bardzo ważna rzecz. Konstytucja mówi wyraźnie jakim państwem jesteśmy, jakim Polska jest krajem – i trzymajmy się tego.

( Radio Centrum 106.4 - Maglownica – 13. grudnia 2013 – Gość: eksprzewodniczący Twojego Ruchu w Kaliszu - Mariusz Chlebowski )