Maglownica

W studiu jest już husaria - Wojciech Kornaszewsk i- witam cię serdecznie.

Dzień dobry.

Ta husaria to nie bez powodu, bo Wojtek jest ratownikiem medycznym w ostrowskim szpitalu. Utwór „Stayin alive” BEE GEES na początek to też nie przypadek, bo kiedy puściłeś ten kawałek na szkoleniu dla dziennikarzy, mówiąc że to się przydaje przy pierwszej pomocy, to myślałam, że klasycznie robisz nas w balona. A to nie tak?

To pomysł, który przyszedł do nas z Wielkiej Brytanii, gdzie była prowadzona właśnie akcja. Ten kawałek ma idealny rytm do prowadzenia reanimacji. Akcja, która miała zachęcić mieszkańców wysp do udzielania pomocy i to z dobrym skutkiem.

Ten kawałek mam już w telefonie, ale mam nadzieję, że nie będę musiała go używać. Ale tak właśnie jest z wypadkami - każdy myśli, że jemu się to nie przydarzy, że to zawsze dotyka innych.

Niestety tak właśnie jest, że wypadek to coś czego się nie spodziewamy. Mogą dotknąć każdego z nas, w najmniej oczekiwanym momencie i dobrze jest wiedzieć jak się wtedy zachować.

Często te wypadki zdarzają się jednak nie z naszej winy, bo wiele z nich to efekt bezrozumnego działania innych, pod wpływem alkoholu?

Alkohol jest naszą zmorą. Nie skłamię jeśli powiem, że 80 procent wezwań karetek to efekt wypadków pod wpływem alkoholu. Zdarzeń różnych, nie tylko na drogach, ale też w domach czy na działkach. Bardzo często jest tak, że my zachowujemy wszystkie normy bezpieczeństwa, ale dosięga nas skutek nieodpowiedzialnego działania innych.

Rozmawiamy z lekarzami, ratownikami i wydawałoby się, że w swojej pracy widzieli już wszystko. Ale na pewno było coś, przy czym opadły wam ręce?

Takie sytuacje na pewno jeszcze nie raz wystąpią i nie ma żadnej granicznej. Ale na pewno dla mnie takim momentem była jedna z wizyt, gdzie pan, który sam wbił sobie nóż w brzuch nie tylko sam nas wezwał, ale też otworzył nam drzwi z uśmiechem na twarzy. Drugie zdarzenie, które pozostanie w głowie, to jest Janków Przygodzki i wybuch gazociągu. W kinie i w medycynie nie ma nic na pewno. I myślę, że zgodzą się ze mną wszyscy ratownicy, że jest mnóstwo sytuacji, które nas zaskakują i których nie znajdzie się w podręcznikach ratownictwa medycznego.

To są sytuacje, które zgodnie z logiką i prawami fizyki nie mogły się zdarzyć?

Zdecydowanie tak.

Jesteś ratownikiem, ale też radnym, szkolisz innych, walczysz o to, żeby w mieście pojawiły się publiczne defibrylatory. Czujesz się człowiekiem renesansu?

Zawstydziłem się już przy husarii, a co dopiero teraz. A tak na serio - staram się w mojej pracy, obojętnie której, robić wszystko, by poprawić bezpieczeństwo. To są rzeczy, które przekładają się bezpośrednio na życie każdego z nas. Jeśli nie jestem w pracy, to muszę udzielić pomocy jak każdy, korzystając z tego, co jest dostępne. I warto mieć wtedy w ogóle taką możliwość . Zabiegamy o publiczne, dostępne przez całą dobę defibrylatory, co jest oczywiste w innych miejscach od wielu lat. Kiedy my rozmawiamy, żeby znalazły się na to pieniądze w Ostrowie, w zachodniej Europie testuje się już rozwiązanie, w którym na miejsce zdarzenia taki sprzęt przylatuje z dronem. Nie odkrywam tutaj nic nowego, nie tworzę, ale chcę tylko, żebyśmy doszli do pewnego poziomu.

Ale temat pojawił się na komisji rady miejskiej, zyskał przychylność radnych więc jest światełko w tunelu?

Dwie komisje zaopiniowały temat pozytywnie, sprawdzian będzie w poniedziałek na sesji.

Najważniejsza zasada na wakacje – i nie tylko - jeśli chodzi o bezpieczeństwo?

Przede wszystkim przygotować się do wyjazdu. Oczywiście cudowne są spontaniczne wypady, ale wiadomo, że wtedy kiedy zabieramy ze sobą dzieci, powinniśmy mieć leki przeciwgorączkowe czy też wapno antyalergiczne, aby zareagować w pierwszych godzinach zanim zaczniemy szukać przychodni czy szpitala. Ale i tak warto sprawdzić, gdzie na miejscu takie placówki się znajdują. Poza tym – zająć czymś dzieci w czasie podróży, bo gwałtowna reakcja, rzut zabawką z tylnego siedzenia to dekoncentracja dla kierowcy i niebezpieczeństwo. Jeśli to dłuższa podroż nie zapominajmy o przerwach, odpoczynku. Osoby, które przewlekle chorują nie mogą zapomnieć o lekach, ale też o dokumentacji medycznej, która może być niezbędna jeśli coś się stanie. Często podczas wizyt pytamy jakie leki zażywa pacjent i słyszymy: „małe czerwone tabletki”. To trochę za mało.

Podczas szkolenia z pierwszej pomocy, które prowadziłeś, pamiętam pierwsze pytanie: co nas powstrzymuje przed udzieleniem pomocy na ulicy. I ta odpowiedź, która najczęściej się pojawiała i do której trudno się przyznać - zwykła fizyczna niechęć. Wczoraj znalazłam taki cytat, autorem podobno jest Bogusław Linda, który powiedział, że dziś pomaganie jest trendy, kiedyś było oczywiste. Dziś już takie oczywiste nie jest.

Niestety nie, ale wiąże się to z tym, o czym już dziś mówiliśmy. Często w takich sytuacjach mamy do czynienia z ludźmi pod wpływem alkoholu, upojonych wręcz alkoholem. Jeśli udzielimy pomocy raz, drugi, trzeci i przy kolejnym znowu mamy do czynienia z kimś pijanym, rodzi się niechęć, włącza się instynkt samoobrony. Przy czym nadal trzeba pamiętać, że nawet ktoś pod wpływem alkoholu może leżeć na ulicy nie z powodu promili, ale choroby. A to, że nie powinien w tej chorobie pić, to już inna sprawa. Na szkoleniach często mówimy, że można stać się super bohater, bo w czasach. kiedy nasze życie nie dogania naszego tempa życia, poświęcenie komuś 10 minut do przyjazdu karetki staje się takim super bohaterstwem.

To jeszcze ostatnie pytanie - w czasie wypadku do czego najlepiej użyć telefonu komórkowego? Do sfilmowania wypadku?

No nie, zdecydowanie do wezwania pomocy. Tak będzie dużo lepiej.

Bardzo dziękuję za spotkanie.

Dziękuję i pozdrawiam.

Radio Centrum 106.4 - Maglownica_24 czerwca 2016_Gość: Wojciech Kornaszewski - ratownik medyczny Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Ostrowie Wielkopolskim. Prowadzenie: Arleta Zeidler