Dariusz Grodziński

Panie Prezydencie, czy budżet partycypacyjny, to dobry pomysł w mieście takim jak Kalisz?

Myślę, że tak. Pewna jego formuła już była realizowana. Teraz mówimy bardziej o jego nowej formule. I to jest pomysł ciekawy, rześki, warty zainteresowania. Znam też takich, którzy widzą w tej tym prawdę objawioną i coś, co trzeba bezwzględnie realizować.

Ale znam też takich, którzy wyrażają swój sceptycyzm. Ja jestem otwarty. I na rozmowę, i na próbę wprowadzenia tego rozwiązania w naszym mieście. Podobnie jak Pan Prezydent i radni miasta Kalisza.

Półtora miliona złotych w nowym budżecie na 2014 rok ma być właśnie do dyspozycji mieszkańców za pośrednictwem rad osiedlowych. Konsultacje są zaplanowane na styczeń. Te półtora miliona to dużo czy mało?

Kwestia skali. 1 500 000 złotych to naprawdę potężne pieniądze i trzeba je dobrze, umiejętnie zagospodarować. Każdą złotówkę publiczną z pieniędzy podatników trzeba mądrze inwestować. Do tej pory działaliśmy w tej sferze przez rady osiedlowe.

W tej chwili, żeby nadążyć za nowym trendem partycypacji, zamierzamy najważniejsze zagadnienia przedyskutować. za pośrednictwem rad osiedlowych. Następnie zebrać je i wyselekcjonować. Myślę, że już w roku 2014 uda nam się oddać głos w tej sprawie bezpośrednio samym mieszkańcom miasta Kalisza, bez pośrednictwa rad osiedlowych.

W ubiegłym roku takiej kwoty partycypacyjnej nie było, ale były przez kilka lat wcześniej. Czy to się sprawdzało?

To była ciekawa forma konsultacji i dialogu z mieszkańcami osiedli i dzielnic. Oni dokładnie wiedzą czego brakuje, czego potrzeba. Oczywiście - jak zawsze - potrzeb było znacznie więcej niż środków budżetowych i czasami budziło to zrozumiałe napięcia i pytania czemu robimy to, a nie tamto. Kto wie, czy ta formuła, głosowania obywatelskiego mieszkańców Kalisza nie będzie ciekawsza. Bo takie właśnie napięcia i dyskusje, czemu wybieramy jedno, a nie drugie, pozwoli rozładować.

A czy Kalisz dorósł do tego żeby być miastem obywatelskim w sferze wydatkowania pieniędzy?

Do końca nie wiem i nie chcę takich ocen tutaj też ferować. Po prostu wydawać pieniądze potrafi każdy - bez względu na wiek, wykształcenie i doświadczenie. Natomiast my powinniśmy kreować kierunki rozwoju miasta i jego najważniejsze funkcje.

Panie Prezydencie, a może samorząd nie dorósł do tego, żeby bawić się w budżet partycypacyjny?

To ciekawa teza. Musimy sobie odpowiedzieć: w jaki sposób zorganizować zasadę partycypacji na poziomie głosowania ogółu obywateli. Tak, żeby była reprezentatywna, faktyczna, a jednocześnie żeby koszty obsługi tego zadania nie były za wysokie. Pamiętam artykuł z „Gazety Wyborczej” o tym, że kiedy w Łodzi robiono spotkania konsultacyjne, to przychodziło 10-15 osób i padały najdziwniejsze postulaty. Natomiast późniejszy efekt w głosowaniu okazał się ciekawy, bo frekwencja była naprawdę niezła. Ludzie nie uczestniczyli w konsultacjach, ale jak już potem korzystali z głosów jakie im przysługiwały.

Ale Łódź nie jest ponoć najlepszym przykładem. Podobno dużo lepszym przykładem jest Sopot.

W ogóle, jak Polska długa i szeroka, partycypacja realizowana głosowaniem ogółu obywateli, jest coraz szersza. Widzę i dobre i słabe przykłady, ponieważ bywa, że robi się karykaturę takiego głosowania obywatelskiego. Bardziej spektakl przedwyborczy, niż budowanie więzi lokalnych między mieszkańcami. Jesteśmy obecnie na etapie rozpatrywania technologii i metodologii takiego plebiscytu miejskiego. Będziemy posiłkować się najciekawszymi przykładami. Lubimy być w Kaliszu innowacyjni, więc i w tej sprawie nie będziemy ślepo odtwórczy.

Panie Prezydencie, wielu aktywistów społecznych uważa, że tak naprawdę nikt ich nie słucha. Jak wyglądają mechanizmy konsultacji, zgłaszanie wniosków, pomysłów? Czy to rzeczywiście jest tak, że oni ze swoimi pomysłami sobie, a władza swoje?

To trudne pytanie. Przede wszystkim są różne rodzaje konsultacji. Bywają tylko formalno - prawne, gdy np. publikuje się plan zagospodarowania przestrzennego, a zainteresowani przyjdą lub nie przyjdą go sprawdzić. Inne to takie, gdy naprawdę głęboko docieramy do poszczególnych środowisk, czy zawodowych, czy społecznych i naprawdę szeroko dyskutujemy. Są to czasami rozmowy trudne. Jak choćby te ostatnie z korporacjami taksówkowymi. Omówiliśmy parę bardzo ważnych tematów. Inne są przed nami. Nie każdy pomysł czy postulat może być realizowany i czasem ktoś zarzuca, że go nie słuchamy, bo nie realizujemy jego ‘wytycznych”. A my słuchamy.

Czasami może chodzi o to, żebyście Państwo więcej argumentowali? Żeby nie było odpowiedzi: „nie bo nie”. Zdarzają się takie? Bo takie są zarzuty.

Tu musimy mieć konkretny przypadek i dokładną argumentację. Tam gdzie mamy prośbę o udział w spotkaniu, delegujemy zawsze odpowiedniego wiceprezydenta czy panią skarbnik Także sami robimy takie spotkania. Tak jak np. zaprosiliśmy grupę zacnych mieszkańców do rady konsultacyjnej w sprawie rewitalizacji centrum. Powołaliśmy też zespół roboczy w sprawie kierunków rozwoju Kalisza w najbliższych latach. Staramy się uczestniczyć i kreować dialog społeczny. Wsłuchujemy się bardzo mocno w głosy społeczne, bo naszą powinnością jest słuchanie. Decyzje natomiast musimy podejmować indywidualnie. Jeśli mamy dziesięć opinii w jednej sprawie, to podejmujemy decyzję, która uwzględnić może te najwłaściwsze z naszego punktu widzenia opinie.

Ale kto decyduje o tym, czy one są najwłaściwsze?

A kto zarządza miastem?

Tyle, że mieszkańcy mimo tego, że wybrali radnych, chcą również na bieżąco mieć wpływ na politykę w mieście.

OK, tutaj jesteśmy wyróżnikiem na tle innych miast. Można przecież przy pomocy dwustu osób przeprowadzić własną inicjatywę uchwałodawczą. W sprawie każdego problemu, który jest ważny możemy się spotkać do dyskusji w radzie osiedla, czy na specjalnie zorganizowanym spotkaniu konsultacyjnym. Tak jak planujemy rewitalizację, tak samo dokładnie omawiamy z mieszkańcami plan rozwoju Kalisza na najbliższe lata.

Te wszystkie opinie będą wzięte pod uwagę? Czy tak sobie Państwo porozmawiacie z mieszkańcami, a i tak zdecydujecie po swojemu.

Musi być selekcja, a idee, które będą zasadne i pomocne weźmiemy pod uwagę.

Przykład: mówiono o słabości konsultacji nad planem transportowym miasta, ale w właśnie w wyniku konsultacjach, dokonano w tym dokumencie sześciu zmian! Między innymi na wniosek Młodzieżowej Rady Miasta, między innymi na wniosek Zrzeszenia Przewoźników Prywatnych. Wszystkich uwag tam zgłoszonych było rzeczywiście ok. czterdziestu, ale nie dotyczyły planu transportowego. Ktoś powiedział: „Ja chcę tu przystanek, albo tutaj o pięć minut przesuńmy rozkład jazdy autobusu w prawo, w lewo”. Takie szczegółowe uwagi zostały przekazane pracującym nad rozkładem jazdy. One nie dotyczyły stricte planu transportowego, czyli konstytucji ram prawnych funkcjonowania komunikacji publicznej w mieście Kaliszu. Stąd przepraszamy, że nie wszystkie wprost się znajdą w dokumencie, bo nie dotyczą wprost tego dokumentu. Merytorycznie natomiast zostały zweryfikowane.

Rozumiem, że te merytorycznie są brane pod uwagę? Zapewnia Pan?

Zapewniam :-)

Ludzie chcą patrzeć samorządowcom na ręce przy wydawaniu przez nich publicznych pieniędzy. Czy to jest niewygodna obserwacja?

To jest wyjątkowo dobra obserwacja. Zawsze powtarzam, że jeżeli są jakieś napięcia na linii urząd- obywatel, bardzo często polegają na tym, że nie potrafimy wczuć się wzajemnie w swoje role. Obywatel dokładnie nie wie jak funkcjonuje dana sfera regulacji prawnych, a czasami urzędnik zachowuje się zbyt technokratycznie,nie potrafiąc tak naprawdę dotrzeć do istoty sprawy i na przykład wskazać inne rozwiązanie sprawy. Tam gdzie budujemy wspólną wiedzę, wspólną świadomość, tam powiększa się przestrzeń do zgody, porozumienia i współpracy. Wchodząc do samorządu, jako młody człowiek, radny, dopóki nie poznałem wszystkich regulacji prawnych, miałem kompletnie inne wyobrażenie o tym jak to działa. Teraz, po trzech latach wiceprezydentury, gdy niejednokrotnie odczułem na własnej skórze, formalne trudy podejmowania decyzji, mam już zupełnie inną perspektywę, inna wiedzę i inne doświadczenie.

Reasumując - tam gdzie się spotykamy, tam gdzie rozmawiamy, tam gdzie jest wspólna wiedza - tam jest porozumienie. Tam gdzie jest naprawdę chęć rozmowy, dyskusji i wspólnej pracy oraz konstruktywne podejście do tematu, tam naprawdę jesteśmy bardzo otwarci.

Rekonstrukcja w rządzie, rekonstrukcja w samorządzie - mam na myśli tę rozbuchaną medialnie wymianę Przewodniczącego Rady Miejskiej. Idzie nowe, czy tylko inne?

Tych tematów nie ma co porównywać. Wymiana na stanowisku przewodniczącego rady była techniczną zmianą, tak by zespoły robocze, mogły się lepiej ze sobą komunikować i pracować, a nie żeby ktoś przekładał swoją własną karierę, czy marzenia o swojej własnej karierze, ponad to co my musimy zrobić. Jeżeli wózek jest ciągnięty we dwie różne strony nie da się pracować. Krótka zmiana. Zrobiliśmy to profesjonalnie procedując, dostojnie, wstrzemięźliwie w opiniach, unikając publicznej kłótni i argumentów negatywnych.

Ta wymiana spotkała się jednak z odzewem medialnym. Co prawda koalicjanci Platformy Obywatelskiej milczeli, ale opozycja przec krótką chwilę grzmiała…

Oceniając z perspektywy czasu, też zachowała dużą klasę. Opozycja ma swoje prawa. Karmi się zawieruchą polityczną wśród osób, które sprawują zarząd miastem. Ale tak obiektywnie - zachowała klasę na tle wspomnianych zdarzeń.

Panie Prezydencie, a jak to jest z tym monolitem w Platformie? Nie wolno się wychylać? Nie wolno mieć własnego zdania? Innego zdania?

Możemy dyskutować. To jest trochę jak w firmie. Siada się przy zespole roboczym, jedna osoba przedstawia koncepcje wdrożenia czegoś nowego, druga inną, a trzecia inną. Na koniec zarząd czy ta grupa robocza decyduje jedynie, co wybieramy do realizacji. I wtedy dalej pracujemy wszyscy razem na rzecz wybranej koncepcji.

Rzeczywiście są takie dyskusje? Nie jest tak, że jedna osoba mówi, wskazuje i decyduje?

Ja mogę o tym zaświadczyć, bo ja w tym uczestniczę. Nie ma czegoś takiego jak jednowładztwo, bo nikt się przecież nie zna na wszystkim. Nikt nie jest omnibusem. Zawsze powołujemy zespół roboczy, w którym każdy chętny do współpracy ma swoją specjalizację opartą na wiedzy, właściwościach psychoosobowych, czy umiejętnościach naturalnych. Tylko wtedy różne osoby uzupełniają się idealnie, gdy szanują wkład pozostałych, nie działając wyłącznie na swoją korzyść czy rzecz.

Panie Prezydencie, były już przewodniczący rady miejskiej mocno wykazuje ambicje zostania prezydentem Kalisza. Platforma go nie chciała. Kogo zatem wystawi PO jako swojego kandydata, czy już wiadomo?

Nie jest tak, że jednoznacznie nie chcieliśmy. Informowaliśmy spokojnie, że będziemy o tym jeszcze dyskutować. Nie jest tak, że ktoś jest mistrzem świata na zawsze, „przyspawanym” do jednej funkcji i jednego stołka. Te zapewnienia nie powstrzymały bardzo osobistych odruchów, emocji i działań byłego przewodniczącego.

A co z kandydatem Platformy?

Ogłosimy w stosownym czasie.

Kiedy stosowny czas nastąpi?

Obstawiam rok 2014 :-)

Pan ma takie apetyty?

Mocno poczułem na własnej skórze co znaczy trud zarządzania miastem. Wiem już, że jedna osoba tylko dlatego, że ma takie „widzimisię” nie podoła temu zadaniu. To musi być dobry zespół, dobra - rozumiejąca siebie i obywateli - grupa robocza. Zostaję w dyspozycji w stosunku do swojego środowiska i partnerów politycznych. Myślę, że mogę być brany pod uwagę. Z tym, że nie zamierzam robić z tego wielkiego zamieszania i zachowywać się w związku z tym niekoleżeńsko, w myśl zasady „tylko ja i nic poza tym”. Przykłady takich zachowań mieliśmy w ciągu ostatnich miesięcy.

Pan nie będzie krzyczał: Ja!?

Nie. Jedynie zostaję w dyspozycji i pewnie jestem brany serio pod uwagę, ale jako jedna z osób. Nic ponadto. Wszystko jest do dyskusji. Wszystko jest do uzgodnienia. Wystarczy dobra wola.

(Radio Centrum 106.4 - Maglownica - 25. listopada 2013 - Gość: wiceprezydent Kalisza Dariusz Grodziński – rozmawiała: Małgorzata Sudoł)