Andrzej Plichta

Panie radny, nie na się ukryć, że pańska kandydatura to spore zaskoczenie – zarówno samorządowcy, media jak i mieszkańcy Kalisza – ci, którzy śledzą lokalną scenę polityczną – spodziewali się powtórki z poprzednich wyborów, czyli posła Adama Rogackiego, który uzyskał całkiem niezły wynik, przyzna pan. Właśnie – dlaczego pan, a nie Adam Rogacki?

To pytanie jest do zarządu, natomiast ja się bardzo cieszę, że ja jestem kandydatem na urząd mojego miasta, w którym się wychowałem, mieszkam,żyję, pracuję.

Nie uchyli pan tutaj rąbka tajemnicy, jakie były te rozmowy, dyskusje? Dlaczego, czy poseł Rogacki nie chciał, czy od razu dostał pan propozycję nową? Podczas briefing prasowego padło takie sformułowanie, że tę decyzję poprzedziła taka dosyć głęboka dyskusja, sporo namysłu, bo chodziło o to, żeby wybrać kandydata dobrego, jak powiedział bodajże pan Kaleta.
Tak, dyskusja naprawdę była bardzo merytoryczna, nie dziwię się, że kaliszanie spodziewali się czy oczekiwali że kandydatem będzie pan poseł Adam Rogacki, ale trudno łączyć ileś tam stanowisk. Z panem posłem jest dobra współpraca, jeśli ja zostanę prezydentem, to bardzo bym chciał mieć swojego posła w Warszawie. To bardzo ważna decyzja, żeśmy brali różne... Z różnych stron żeśmy do tej decyzji podchodzili, brane były też pod uwagę różne kandydatury...

No właśnie.

Cieszę się, że to mnie spotkało to wyróżnienie, ten zaszczyt. Nie chciałbym tutaj takich rzeczy mówić, bo na pewno w pewnych środowiskach, pewnych gremiach i na zarządach nadal rządzi pewna nazwijmy to...

Wielu było tych kandydatów?

Był moment, gdzie brane pod uwagę były przynajmniej cztery kandydatury.

Mówi pan, że to jest zaszczyt, cieszy się pan?

Bardzo. Ja jestem rodowitym kaliszaninem, związanym z Kaliszem od początku. Pracuję w samorządzie prawie najdłużej, bo szesnaście lat, znane mi są wszystkie ścieżki Kalisza, problemy, radości. Bardzo się cieszę, to dla mnie wielkie wyzwanie, zdaję sobie sprawę.

Właśnie, bo oprócz tego, że jest to wyróżnienie, że na pewno jest to jakiś powód do radości, to jest to dużo wyzwanie i chyba ogromna odpowiedzialność?

Nie boję się takich wyzwań, nigdy w życiu się nie bałem wyzwań, czy to w Polsce, czy za granicą, czy to w Kaliszu, czy w pracy... Zawsze mnie interesowały wyzwania, a tutaj chodzi o moje miasto, więc przyjmuję to wyzwanie jak najbardziej.

Jest pan w samorządzie właśnie nie od dziś, wie pan na czym polega praca prezydenta. To nie tylko to co widać, to, co pojawia się na zdjęciach, uściski dłoni, to również ciężka, mrówcza praca. Jest pan gotów na takie dodatkowe działania również?

Oczywiście, ja jestem nauczycielem, pedagogiem,więc papierkowa praca jest mi nieobca, wręcz bym powiedział, że aż za dużo tej papierkowej pracy, ale praca prezydenta to nie tylko praca papierkowa. To praca z mieszkańcami, dla mieszkańców przede wszystkim, a więc zdaję sobie sprawę z odpowiedzialności, przez 16 lat przyglądam się różnym prezydentom, czas spróbować.

A jak pan ocenia swoje szanse?

Wszystko zależy od tego, czy mieszkańcy chcą zmian. Jeśli mieszkańcy chcą zmian to myślę, że te szanse są duże. Z rozmów z mieszkańcami cały czas słyszę, że najwyższy czas na zmiany, że trzeba w Kaliszu coś zmienić – a więc jestem. Jakie mam szanse? To są szanse mieszkańców, ja oddaję się do dyspozycji mieszkańców. To mieszkańcy tak naprawdę zadecydują, kogo na następne lata obdarzą tym mandatem zaufania.

A kto będzie na pana głosował? No bo mówi pan, że rozmawia pan z mieszkańcami Kalisza – jakie to są grupy społeczne, grupy wiekowe? Na pewno ktoś deklaruje, że „ma pan mój głos”.

Oczywiście, w najbliższym czasie – bo nie chciałbym tutaj mówić – przedstawię też z wielką radością swój komitet honorowy, który jest bardzo szeroki, właśnie...

Jakieś nazwiska możemy poznać?

Nie chciałbym tego wyprzedzać, naprawdę to są ważne nazwiska, znane wszystko kaliszanom. Jeśli dzisiaj o tym powiemy, to nie chciałbym wyprzedzać historii, bo zaprosimy media, wszystkie media, nawet mamy takie spotkanie, gdzie przedstawimy nie tylko komitet honorowy, ale przecież całą listę naszych kandydatów. Kto będzie na mnie głosował? Myślę, że ci kaliszanie, którzy mnie znają, którzy mnie znają od dziecka, a przecież w Kaliszu mieszkam już ponad pięćdziesiąt lat. Tutaj chodziłem do szkół – jednej, drugiej, trzeciej – tutaj pracowałem – w wielu miejscach także – tutaj mieszkam... Myślę, że nie jestem obcą osobą. Zobaczymy, na pewno...

Stawia pan na te środowiska w wieku średnim, ludzi dojrzałych, czy również na młodzież?

Bardzo mocno stawiam na młodzież, młodzież... Wiele wyrazów wdzięczności mam, wiele takich sympatii. Nie ukrywam, że też mi to sprawia wielką radość, bo przecież jestem nauczycielem. Młodzież...

Czyli dorośli uczniowie mówią, że będą głosować, a ci, którzy nie mogą, że chętnie by oddali głos?

Tak. I to jest piękne, bo nawet nieraz muszę...

Nie chodzi tutaj o lepszą ocenę?

Nie, no gdzie. My nie pracujemy w szkole przede wszystkim dla ocen, szkoła ma rozwijać, a nie skupiać się na ocenach.

No dobrze, proszę powiedzieć w takim razie, czym zamierza pan przekonać wyborców do siebie.

Mam nadzieję, że przez te 16 lat dałem się poznać jako samorządowiec, to jest po pierwsze. Wiele różnych tematów podnosiłem, więc myślę, że one też są znane. Czym chcę przekonać mieszkańców? – tym , że podejmuję wyzwanie tych największych przedsięwzięć, a więc obwodnic, trasy – (odchrząknięcie) przepraszam państwa – trasy szybkiego ruchu, takiej czy innej eski, podniesienia jakości życia i stabilnej, dobrze płatnej pracy. To tematy są dla mnie najważniejsze, one warunkują się nawzajem.

Czyli to są jakieś szczegóły, wyjątki z programu wyborczego, który dopiero poznamy... Dobrze. Mówi pan o obwodnicy, rzeczywiście uważa pan, że samorząd jest w stanie samodzielnie rzucić się na tak dużą inwestycję?

Nie ma innego wyjścia. Jeśli nie będziemy mieli dróg, komunikacji, to będziemy po prostu bardzo powolutku, ale...

Jakie są koszty?

Koszty są olbrzymie, najkrótszy odcinek to jest około 100 milionów złotych, ale jeszcze raz chcę powiedzieć – Kalisz musi o to zawalczyć. Nie wiem, w jaki sposób w tym momencie...

Z własnego budżetu?

Na tak zwane obwodnice wewnętrzne – musimy o tym pomyśleć i zrobić to z własnego budżetu, bo na to pieniędzy raczej będzie ciężko, no ale...

A czy wystarczy wtedy na inne, bieżące wydatki, na inne inwestycje takiego mniejszego kalibru?

Drodzy mieszkańcy. To jest zawsze wybór, na co będziemy wydawali pieniądze, ale wszyscy wiemy, że bez drogi nikt do nas nie przyjedzie – i jeśli nikt do nas nie przyjedzie, to nie będziemy się rozwijali. Musimy o tym pomyśleć. Natomiast ja mam zamiar bardzo mocno o to zawalczyć w Warszawie.

A praca? Jak pan zamierza sprawić, żeby kaliszanie mieli dobrą pracę? No, jednak rolą prezydenta nie jest zatrudnianie mieszkańców.

Zgadzam się z tym jak najbardziej. My nie mamy dawać rybki, tylko mamy dawać wędkę. Ja tak to widzę, dlatego...

Jakie ma pan te wędki?

Ja mam bardzo dużo wędek, dlatego że głównym zrozumieniem wszystkiego musi być to, że Kalisz w końcu musi być autentycznym centrum południowej wielkopolski, nie tylko Kalisza.

Jak to zrobić?

No właśnie – musi być obwodnica i musi być eska. To podstawa.

Czyli drogi. Czy same drogi spowodują, że kaliszanom będzie żyło się lepiej,że będą mieli pracę, będą szczęśliwsi?

Proszę zobaczyć, jak wygląda rozwój Polski. Tylko przy drogach. Zresztą Kalisz też powstał przy Szlaku Bursztynowym. Gdyby nie Szlak Bursztynowy, pewnie nigdy byśmy o Kaliszu nie usłyszeli. Więc do tej idei, do tej idei rozwoju przez drogę trzeba koniecznie wrócić, przez szlak, mamy taką tradycję. Następna sprawa to jest dużo zmian. Ja się nie boję w ogóle zmian: trzeba popatrzeć, które rzeczy nie zadowalają mieszkańców, na pewno nie zadowala mieszkańców transport. Tutaj trzeba nad tym popracować i to musi być transport zewnętrzny, wewnętrzny, transport także bardzo prywatny, ale także transport nazwijmy to alternatywny. Mieszkańcy chociażby...

Proszę rozwinąć...

Chciałbym powiedzieć, że od wielu lat w moich propozycjach do budżetu zawsze wstawiałem taki punkt: „rozwój ścieżek rowerowych”. I proszę zobaczyć – w tym roku mamy budżet obywatelski i mieszkańcy na pierwszym miejscu postawili tą sprawę.

No, czyli sprawa można by powiedzieć jest już z grubsza załatwiona.

Nie, no bo to na pewno jest proces, w jednym roku nie wybudujemy wszystkich ścieżek rowerowych, no nie żartujmy.

Dobrze. A kilka słów o konkurentach – który jest najsilniejszy, najgroźniejszy, no i czy jeżeli, to kogo boi się pan najbardziej?

Drodzy mieszkańcy, ja tak bardzo to nie boję się nikogo, to już chyba udowodniłem. Natomiast ja traktuję to na zasadzie konkurencji, ale Kalisz jest w sytuacji takiej, że wszystkie ręce na pokład. Ja nie mam zamiaru walczyć z żadnym konkurentem, ale mam zamiar...

Musi pan zawalczyć, jeżeli chce pan sięgnąć po stanowisko prezydenta, to jednak trzeba będzie.

Ale nie mam zamiaru walczyć z kandydatami, tylko o głosy mieszkańców. Ja zabiegam o głosy mieszkańców.

Najpierw trzeba ich do siebie przekonać.

Ale chyba nie w ten sposób żeby, no nie wiem, obrażać, albo jeszcze w jakiś inny sposób swoją konkurencje, ja sobie nie wyobrażam, jestem sportowcem. Proszę sobie wyobrazić piłkarza, który sam wychodzi na boisko i nie ma z kim grać w piłkę.

Czyli po prostu będziemy się ścigać?

Tak jest.

Jaki będzie Kalisz, jeżeli to pan będzie nim rządził? Co się zmieni konkretnie?

Na pewno stosunek urzędu do przedsiębiorców, stosunek urzędu do mieszkańców. Ostatnio bardzo złe doświadczenia mam – zresztą mam te doświadczenia z sesji, gdzie chociażby podam prywatnych związanych z komunikacją, gdzie zostali po prostu pozbawieni przystanków no i tak to niestety wygląda, ale też mam doświadczenia z innymi przedsiębiorcami, którzy już mi powiedzieli, że wyprowadzają się z Kalisza albo się w najbliższym czasie wyprowadzą, jeśli się nie zmieni stosunek urzędu. Mają w wielu sytuacjach po prostu kłody pod nogi, oni mówią, że gdzie indziej...

Co jeszcze się zmieni?

Na pewno zmieni się transport, na pewno zmieni się gospodarka mieszkaniowa, tutaj trzeba podjąć zdecydowane działania, być może także związane z przekształceniem MZBM-u.

No, kupa roboty jak na jedną kadencję...

Nie, nie, nie, nie, nie.

...a co się nie zmieni? Co jest w Kaliszu dobrego? Pomimo tego, że jest pan w opozycji, to chyba jakieś plusy rządzenia przez obecną koalicje potrafi pan dostrzec, czy nie, czy po prostu jest źle?

Nie mam zamiaru oceniać obecnej koalicji, to mieszkańcy najlepiej widzą jaka jest i oni ją ocenią teraz w wyborach, natomiast chciałbym powiedzieć, że ciągle wiem i wierzę w potencjał mieszkańców.

No dobrze, ale co się nie zmieni?

No myślę, że nie zmienimy się na mapie. Myślę, że nie zmienimy się, w tym miejscu pozostaniemy.

Trochę mało.

No dużo – wszystko się zmienia, pani redaktor – zmieni się data, zmieni się podejście, a co się nie zmieni: pewne rzeczy będą stałe na tych miejscach, pewne rzeczy trzeba będzie bardziej uporządkować.

Ale są jakieś rozwiązania, które pan pochwala, udało się coś zrobić, czy nie, zupełnie przekreślamy te ostanie kilka, kilkanaście lat i zaczynamy od nowa?

Znaczy tak: jeśli zacznę chwalić, musiałbym też mówić o złych rzeczach. Tak jak mówiłem, nie mam zamiaru oceniać.

Proszę spróbować.

Nie. Pani redaktor, ja przyjąłem...

Rozumiem, że to jest trudne, ale proszę spróbować.

Nie. Nie jest trudne, dlatego że to tak naprawdę mieszkańcy widzą działanie tych władz. Ja chciałbym, żeby mieszkańcy ocenili, a nie ja, no bo ja jestem konkurencją, nie chcę kopać po kostkach.

Ale pan jest w opozycji, widzi pan te złe rzeczy, no bo to najłatwiej się wymienia, ale jednak powiedzieć coś dobrego o konkurentach, o tym co im się udało, no to jest sztuka.

Tak, to jest sztuka, chyba będzie mi trudno.

Skoro mówimy o koalicji: według pana, jakie konfiguracje, jeżeli chodzi o miejski samorząd są możliwe? Kto się z kim dogada, a kto na pewno nie zdoła się porozumieć?

Nie jestem prorokiem i uważam, że o tych rzeczach będziemy rozmawiali po wyborach, natomiast pewnie – rozumiem, że pani jest ciekawa, mieszkańcy przede wszystkim – ja jestem osobą, która w tym momencie jest do tego stopnia zdeterminowana sytuacją mieszkańców Kalisza i naszego miasta w ogóle, że mówię po prostu: wszystkie ręce na pokład. Wszyscy musimy zawalczyć nie ze sobą, a zawalczyć o Kalisz, naprawdę.

Czy pana zdaniem jest możliwa taka koalicja ogólna, wszyscy, po prostu wszyscy się dogadują, wszyscy głosują za ważnymi uchwałami, ewentualnie dyskutują podczas komisji, nie robią spektakli podczas sesji?

To byłoby pięknie, to być może jest za bardzo piękne – marzyłoby mi się takie coś, że wszyscy pracujemy dla dobra i wspieramy się tylko merytorycznie, a nie ideologicznie i dlatego jeśli...

Czy w tej chwili opozycja rzeczywiście tak działa, czy czasami jednak widzimy te spektakle i to nie zawsze są merytoryczne decyzje?

Ja myślę, że to raczej koalicja w ten sposób działa, ale znów nie chcę podawać przykładów, bo w mediach aż się roi, można by teraz wyciągnąć i pokazać. Natomiast my jako opozycja w większości głosujemy za, generalnie rzecz biorąc tylko w jakichś takich newralgicznych sytuacjach, ale jeśli jest odwrotnie, to znaczy jeśli my, albo dokładnie PiS podawał pewne propozycje, to trzeba było ileś tam lat czekać, żeby koalicja je uchwaliła. Podam choćby przykład siedmiu lat Karty Dużej Rodziny w Kaliszu.

A proszę mi powiedzieć – jeżeli zostanie pan prezydentem, będzie pan próbował w jakiś sposób godzić wodę z ogniem? Może być trudno, ma pan swoje sposoby?

Tak, ja mam takie predyspozycje, choćby dlatego, że jestem pedagogiem od wielu lat i to pedagogiem takich przedmiotów, które wydawałoby się trudno pogodzić, a jednak je sprawuję, więc nie ma innego wyjścia, kompromis dla dobra jest najważniejszy.

(Radio Centrum 106.4 - Maglownica – 3. października 2014 - Gość: Andrzej Plichta, kandydat Prawa i Sprawiedliwości na urząd prezydenta Kalisza - Prowadzenie: Małgorzata Sudoł)